niedziela, 15 lutego 2015

Walentynki - piękna idea w zmurszałej kapocie



 Wczoraj były Walentynki, a jakoś tak przewinąłem się przez ten dzień, że zapomniałem rzucić jakiegoś zbędnego komentarza na ten temat. 

Niespecjalnie pamiętam jaki i czy w ogóle zabierałem głos w ubiegłych latach. Moje myśli się w każdym razie zaktualizowały do tej pory i jak kiedyś najpierw uważałem to święto za fajne i zabawne, później go nienawidziłem za fałszywą aurę pozytywności, tak teraz....

Teraz uważam idee za piękną. Warto się obdarowywać prezentami, warto podkreślać tym samym swoje uczucia. Ten jeden dzień, który przypomina, że dla drugiej połówki, miłości lub nie, ale kogoś ważnego dla serducha, należy poświęcać odrobinę ekstra uwagi i troski. Nadprogramowa aktywność, za którą w szkolę zgarniało się szóstki, a w życiu supeł zżycia z tym kimś staje się coraz ciaśniejszy. Smutne w tym wszystkim jest to, że w ogóle potrzebujemy takiego dnia, który przypomina i wyręcza z wysiłku przez resztę dni w roku. 

I to już piękne nie jest. Sama otoczka. Komercyjna i pusta. Pusta, bo wiele osób traktuje to święto jako mus. Jak na Wigilie trzeba wtrząchnąć karpika, tak w Walentynki musi taki delikwent zakupić serduszko, albo kwiatuszka lub chociaż wyjść z ukochaną, bo się przecież obrazi. Człowieki się rozleniwiają i Walentynki stają się kulminacją ich namiętności w okazywaniu uczuć. Ludzka bezrefleksyjność i ślepa świadomość sprawiły, że tak bardzo nie lubię ulic tego dnia, które w zamyśle i na pierwszy rzut oka ślicznie i romantycznie wyglądają, a tak naprawdę przedstawiają mozaikę dobrze sprzedanej miłości.

Ale jak nie lubić tego święta, skoro tak wtedy prosto o zabawne obrazki parek o minach zdradzających niechęć do trwającej właśnie randki lub sytuacje, w których facet z bólem w oczach kupuje różę za 15 złotych od mobilnego sprzedawcy, bo nie chce wyjść na skąpego drania. Kabaret, normalnie kabaret.

wtorek, 8 lipca 2014

Kochaj poezję!


Randomowa fota z neta. Na szukanie odpowiedniej jest za gorąco.

Duchota straszna. Myśli wyłażą z ciała razem z potem. A mi przez głowę cały czas przewija się zamglona sytuacja, w której przepalonym Wściekłym Psem głosem ryczałem "Poezja to odbicie duszy! Poezja to najczystsza z form!" 

No i cholera, chyba tak jest. Chyba na pewno tak właśnie czuję. Kochajcie poezję, nie starajcie się zrozumieć, a kochajcie najcieplejszą miłością. Spoglądajcie na wersy z namiętnością, rozmyślajcie nad puentą z zamkniętymi oczami, płyńcie na chmurze po niebieskim sklepieniu i czujcie. 

Odczuwajcie najwięcej i najmocniej. Taka jest istota emocji ukrytych w słowach. Nigdy nie potrafiłem spamiętać regułek i zasad budowy wiersza. Bolało mnie to bardzo, bo uważałem się za zepsutego - strona techniczna zwyczajnie mnie odrzucała. By zrozumieć dlaczego, musiałem jeszcze trochę pożyć, pomyśleć, wypić więcej Wściekłych Psów. 

Zapomnijcie wszystko co klucznik-nauczycielka wpychała wam do głów. W spotkaniu z poezją otwórzcie serca, ukłońcie się uprzejmie i hopsa - dajcie nura, zanurzcie się całkowicie w pięknie chwili zatrzymanej na zawsze.